Ta książka opowiada o życiu profesora Laszlo Kissa, jednego z węgierskich ocalonych z Holokaustu. Kiss był w czasie wojny nastolatkiem, a dorastał w mocno zasymilowanej rodzinie żydowskiej, która czuła się węgierskimi patriotami. Niestety, w 1944 r. został wraz ze swoją rodziną wysłany do KL Auschwitz, gdzie jako bliźniak zwrócił na siebie uwagę doktora Mengele. Rozmowa z profesorem Kissem stanowi sporą część tej książki i jest ona unikalnym świadectwem. W odróżnieniu od wielu innych "naocznych świadków Zagłady", Kiss nie dramatyzuje swojej opowieści, ani jej nie upiększa. Mówi to, co pamięta. Jeśli czegoś nie widział, to otwarcie to przyznaje. Czasem jego relacja wręcz sucha. Poprzedzają ją rozdziały opisujące wojenną historię Węgier i dzieje obozu Auschwitz. Przeczytamy więc tam m.in. o ucieczkach z obozu czy o "Teddym" Pietrzykowskim, a także o doktorze Mengele i jego eksperymentach na ludziach. Akurat dla mnie to tematy doskonale znane, ale może jakiś młody, początkujący pasjonat historii czegoś się dowie... Przyznam się, ze na mnie największe wrażenie zrobiła nie sama relacja z Auschwitz, ale te fragmenty opowieści profesora Kissa, które dotyczyły Węgier i przeprowadzonej tam w 1944 r. akcji deportacji Żydów. To temat u nas słabo znany i bardzo rzadko opisywany. Autor w ciekawy sposób opisuje wojenne dzieje Węgier. Zaskoczeniem dla mnie była choćby informacja o tym, że około połowa ówczesnych węgierskich generałów miała niemieckie (czy raczej austriackie) korzenie, co bardzo pomogło w przeprowadzeniu w 1944 r. zamachu stanu przez Strzałokrzyżowców. Wychodzi więc na to, że to nie (w sporej części zasymilowani) węgierscy Żydzi byli "zdradziecką mniejszością", tylko tamtejsi Niemcy...
