niedziela, 29 marca 2026

Martin J. Bollinger - Flota Gułagu. Stalinowskie statki śmierci: transporty na Kołymę - recenzja

 


Martin J. Bollinger, analityk US Naval Institute a zarazem partner w firmie Booz Allen Hamilton, w swojej książce "Flota Gułagu" zajął się mało znanym tematem morskich transportów więźniów na łagrów na Kołymie. Przerzucano ich tam na pokładzie statków kupionych "okazyjnie" w USA i innych krajach Zachodu w trakcie Wielkiego Kryzysu. Używano do tego celów również amerykańskich okrętów typu Liberty, masowo produkowanych w czasie drugiej wojny światowej. Zawsze te transporty odbywały się w okropnych, urągającym ludzkiej godności warunkach. Tysiące więźniów zamykano w ładowniach statków, bez dostępu do światła dziennego i świeżego powietrza. Na każdego z nich przypadała przestrzeń podobna do objętości budki telefonicznej. Warunki higieniczne były fatalne. Pod pokładem rządzili przestępcy, okradający więźniów z butów, ubrań i jedzenia oraz zbiorowo gwałcący kobiety. Czasem inicjowali oni bunty, które strażnicy z NKWD tłumili strumieniami lodowatej wody lub pary, gotującej żywcem wszystkich na swojej drodze. Amerykańscy stoczniowcy, remontujący sowieckie statki zauważali później, że straszliwie w nich cuchnęło. To był zapach rozkładających się zwłok... 

Praca Bollingera jest bardzo rzetelna. Obala on niektóre mity dotyczące Kołymy i Floty Gułagu. Opisuje losy poszczególnych statków. Przede wszystkim stara się jednak dociec, ile Zachód wiedział na temat komunistycznego systemu łagrów na Kołymie.


sobota, 21 marca 2026

Michał Bruszewski - Eurokalifat. Dżihad, gangi i islamizacja Europy - recenzja

 


Najnowsza książka Michała Bruszewskiego, znanego i cenionego korespondenta wojennego, to swoista kronika wojny prowadzonej na ulicach europejskich miast. Wojny rozpoczętej przez islamskie organizacje terrorystyczne oraz imigranckie gangi. Bruszewski barwnie opowiada o tym świecie, skupiając się m.in. na przykładach Szwecji, Francji, Niemiec, Niderlandów i Hiszpanii. Pisze także o Państwie Islamskim oraz doktrynie dżihadu, partiach islamskich itp. Powołuje się przy tym często na dane i artykuły z liberalno-lewicowych mediów, które trudno podejrzewać o kreowanie wizerunku imigranckiego wroga. Autor sam przyznaje, że jego książka jest kroniką dalece niepełną. Gdyby miał poważniej zgłębić temat, musiałby napisać wielotomowe dzieło. Mamy za to zgrabną kompilację problemu, o którym nieco zapomnieliśmy na fali oburzenia na działania Izraela w Strefie Gazy.

sobota, 14 marca 2026

Grzegorz Kucharczyk - Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej - recenzja

 


Z sondażu przeprowadzonego w 1932 r. wynikało, że aż 92 proc. niemieckich uczniów przyznawało, że nienawidzi Polaków. 7 lat później, wielu z nich w szeregach Wehrmachtu i SS, wzięło udział w napaści na Polskę oraz jej okupacji. Mieli oni od dawna wdrukowane w wyobraźnię pogardliwe stereotypy o "polskich podludziach". Wdrukowali im je nauczyciele - w dużym stopniu będący ideologicznymi sierotami po wilhelmińskim cesarstwie. Swoje zrobiła też prasa wszelakich odcieni ideologicznych, autorzy głupawych powieści o "niemieckiej misji na Wschodzie", a także politycy wszystkich partii - od KPD po katolickie Centrum. Grzegorz Kucharczyk pokazuje w swojej książce, że w Republice Weimarskiej nie było w zasadzie żadnych liczących się środowisk chcących normalizacji stosunków z Polską. Niemcy przypominali wówczas "sojowych cucków" mających wieczny ból d... o to, że stracili na Wschodzie ziemie, których nie potrafili dobrze zagospodarować. Ów resentyment zaślepiał Niemców, na co dowodem są ich mrzonki o tym, że na gruzach Polski mogą stworzyć "przyjazną" granicę z sowiecką Rosją.  Grzegorz Kucharczyk pokazuje, że hitlerowska ideologia Lebensraumu "nie spadła z nieba". Miała ona swoje korzenie w Republice Weimarskiej i II Rzeszy.  Hitler po prostu idealnie wpisał się w tęsknoty i kompleksy zwykłych niemieckich "Januszów".


sobota, 7 marca 2026

Tomasz Plasktota - Byłem ofiarą doktora Mengele. W medycznym piekle Auschwitz - recenzja

 


Ta książka opowiada o życiu profesora Laszlo Kissa, jednego z węgierskich ocalonych z Holokaustu. Kiss był w czasie wojny nastolatkiem, a dorastał w mocno zasymilowanej rodzinie żydowskiej, która czuła się węgierskimi patriotami. Niestety, w 1944 r. został wraz ze swoją rodziną wysłany do KL Auschwitz, gdzie jako bliźniak zwrócił na siebie uwagę doktora Mengele. Rozmowa z profesorem Kissem stanowi sporą część tej książki i jest ona unikalnym świadectwem. W odróżnieniu od wielu innych "naocznych świadków Zagłady", Kiss nie dramatyzuje swojej opowieści, ani jej nie upiększa. Mówi to, co pamięta. Jeśli czegoś nie widział, to otwarcie to przyznaje. Czasem jego relacja wręcz sucha. Poprzedzają ją rozdziały opisujące wojenną historię Węgier i dzieje obozu Auschwitz. Przeczytamy więc tam m.in. o ucieczkach z obozu czy o "Teddym" Pietrzykowskim, a także o doktorze Mengele i jego eksperymentach na ludziach. Akurat dla mnie to tematy doskonale znane, ale może jakiś młody, początkujący pasjonat historii czegoś się dowie... Przyznam się, ze na mnie największe wrażenie zrobiła nie sama relacja z Auschwitz, ale te fragmenty opowieści profesora Kissa, które dotyczyły Węgier i przeprowadzonej tam w 1944 r. akcji deportacji Żydów. To temat u nas słabo znany i bardzo rzadko opisywany. Autor w ciekawy sposób opisuje wojenne dzieje Węgier. Zaskoczeniem dla mnie była choćby informacja o tym, że około połowa ówczesnych węgierskich generałów miała niemieckie (czy raczej austriackie) korzenie, co bardzo pomogło w przeprowadzeniu w 1944 r. zamachu stanu przez Strzałokrzyżowców. Wychodzi więc na to, że to nie (w sporej części zasymilowani) węgierscy Żydzi byli "zdradziecką mniejszością", tylko tamtejsi Niemcy...