„Najważniejsze maszyny świata” wytwarza niderlandzka firma ASML. Służą one do produkcji najbardziej zaawansowanych chipów. Produkty ASML rozmiarami przypominają stare lokomotywy, a by przewieźć tworzące je, delikatne części, potrzeba kilku samolotów transportowych. O tym jak są one czułe może świadczyć historia jednego z klientów tej firmy. Maszyna do litografii „drukowała” czipy z drobnymi błędami. Okazało się, że winne było powietrze doprowadzane przez system wentylacyjny. Znajdowało się w nim zbyt dużo cząsteczek metanu. Metan pochodził od krów pasących się na łące obok fabryki. Innym razem do błędów w litografii dochodziło w amerykańskiej fabryce zbudowanej na starym indiańskim cmentarzu. Problem rozwiązał dopiero szaman, który stwierdził, że duchy przyciąga kolor czerwony. Na maszynie ASML postawiono więc małe, kartonowe, czerwone tipi. I już działała perfekcyjnie.
Te i podobne opowieści można przeczytać w bardzo gęstej od faktów książce Marca Hijinka „ASML. Chiny, wojna technologiczna i najważniejsza maszyna świata”. Opowiada on jak mała, niszowa spółka z Holandii stała się jednym z fundamentów współczesnej cywilizacji cyfrowej. Doszło do tego, bo po prostu dużo więksi gracze uznali, że nie opłaca im się zajmować tej niszy rynkowej. ASML wykorzystała to i doprowadziła procesy technologiczne do perfekcji. Hijink pozwala na zajrzeć za kulisy tego sukcesu. Na przykład szeroko rozpisując się nad tym jak inżynierowie z tej spółki głowili się nad tym, jak skoordynować strzały z lasera z opadającymi kroplami cyny. Po tej lekturze możemy zrozumieć dlaczego tak trudno innym skopiować zaawansowaną technologię stworzoną przez firmę z Veldhoven.






