sobota, 7 lutego 2026

Tomasz Zyśko - Drzazga

 


Tomasz Zyśko w swojej książce "Drzazga" podąża śladem wojennej, rodzinnej historii z lubelskiej prowincji. Okazuje się, że jego rodzina była świadkiem jednej z odsłon polskiej, partyzanckiej wojny domowej. Z jednej strony była NSZ i czasem AK, z drugiej GL/AL. Jest tutaj zarówno Borów jak i Owczarnia oraz wiele mniej znanych epizodów tej konfrontacji. Są Moczar, Gronczewski "Przepiórka", Kowalski "Cień", jest i Zub-Zdanowicz. Jest sąsiedzka i rodzinna wendetta. Są mordy na ukrywających się Żydach i krwawe czystki wewnątrz oddziałów komunistycznych. Te epizody zasługują na sfilmowanie przez Quentina Tarantino!

Marek Świerczek - Śpiące psy. Rosyjskie gry agenturalne wobec Urzędu Ochrony Państwa początkiem lat 90. XX w. - recenzja

 


Ta książka zabiera nas w podróż do dzikich czasów, jakimi były pierwsze lata III RP. To praca mocno bijąca w mit "profesjonalizmu" ówczesnych służb specjalnych, opartych na rzeszach dawnych esbeków i garstce amatorów z dawnej opozycji solidarnościowej. Pokazuje przede wszystkim, że były to służby biedne i dziadowskie. UOP nie miał pieniędzy, by opłacić rachunki za prąd i wodę w swojej siedzibie. Meble do jego gabinetów kradziono z gmachu MSW. Służba posiadała tylko dwa zestawy urządzeń podsłuchowych i dwa samochody służbowe. Większość funkcjonariuszy nie miała własnych aut i poruszała się po Warszawie komunikacją miejską. By zaoszczędzić na przejazdach, spotykano się z agentami w knajpach w pobliżu siedziby MSW. Większość funkcjonariuszy stanowili ludzie, którzy wstępowali do służby pod koniec ery Gierka, licząc na dobre płace i przywileje socjalne, a pod koniec lat 80-tych dostawali pensje podobnie nędzne jak robotnicy w fabrykach. Było wśród nich wielu frustratów, wytresowanych w służalstwie wobec Moskwy. Potencjał do łowów dla obcych służb był ogromny. I wówczas kontrwywiadowi UOP spadł z nieba "wielki sukces" - sprawa Marka Zielińskiego, byłego esbeka zniszczonego przez alkohol, który dał się zwerbować GRU. Świerczek w błyskotliwy i drobiazgowy sposób pokazuje, że Zieliński został wystawiony na wabia przez Ruskich. Przeprowadzili oni taką operację, prawdopodobnie by uchronić - czy nawet wypromować w strukturach UOP - swoją prawdziwą, głęboko zakonspirowaną agenturę.

Piotr Woyciechowski - Służby specjalne - recenzja

 


Książkowa "cegła", którą się szybko czyta. Zbiór tekstów rozproszonych Piotra Woyciechowskiego, eksperta od historii służb specjalnych mocno związanego z prawicą. W dużej mierze to opowieści o funkcjonariuszach i agentach. Najmocniejszą z nich jest rozdział poświęcony skazanemu pedofilowi z kierownictwa Agencji Wywiadu i podejrzeniach dotyczących wysoko uplasowanego rosyjskiego kreta w tej instytucji, który odegrał dużą rolę w sprawie Smoleńska. Możemy też się sporo dowiedzieć o Sławomirze Petelickim, Vincencie Severskim, Katarzynie Kieli, Pawle Dereszu, patologiach w WSI oraz o morderstwie księdza Blachnickiego (oraz o tuszowaniu tej sprawy, w celu ochrony funkcjonariuszy wywiadu III RP). Jest też sporo tekstów z lat 2000-nych i 90-tych poświęconych zmianom w służbach specjalnych i towarzyszących im debatom. 

Woyciechowski jest badaczem rzetelnym. Niestety, wraz ze swoim kumplem Sławomirem Cenckiewiczem, bywa też człowiekiem małostkowym. Świadczy o tym choćby poświęcenie kilkudziesięciu stron przypadkowi profesora Witolda Kieżuna. Wypominane jest mu tam choćby to, że w latach 70-tych wyśmiewał on jednego ze średniowiecznych scholastyków (!). Dużo mówi o autorach również to, że w 2014 r. napisali doniesienie do prokuratury na stojącego nad grobem płka Mirosława Petelickiego, który miał być winny "zbrodni komunistycznej" polegającej na udziale w zabójstwie kilku Żydów chcących wstąpić do komunistycznej partyzantki, a później chronieniu jednego z uczestników tego mordu, który przeszedł z Brygady "Grunwald" do... NSZ. Cały materiał dowodowy w tej sprawie opierał się na jednym zeznaniu z czasów stalinowskich, a śledztwo umorzono dwa lata po śmierci płka Mirosława Petelickiego (który przeżył o dwa lata swojego syna Sławomira). 

czwartek, 8 stycznia 2026

Tożsamość Andrzeja K. - recenzja

 


Błażej Torański zyskał sławę jako autor książek poświęconych niemieckiemu obozowi koncentracyjnemu dla polskich dzieci, położonemu przy ulicy Przemysłowej w Łodzi. Okładka i pierwsze rozdziały jego najnowszej książki - "Tożsamości Andrzeja K." wyraźnie sugerowały, że mamy do czynienia z podobną historią. A jednak pozory mylą... Początkowo poznajemy więc historię człowieka, który próbuje dotrzeć do prawdy o swoim pochodzeniu. Ze strzępów informacji wynika, że miał się urodzić w obozie koncentracyjnym KL Stutthof w 1944 r. i był synem francuskiej więźniarki. Tropem tej sensacyjnej historii rusza Torański, szukając dowodów na jej potwierdzenie. Historia Andrzeja K. ma jednak wiele dziur i elementów wysoce nieprawdopodobnych. Nie chcę zbytnio zdradzać fabuły, ale prawdziwy szok przeżywamy, gdy dochodzimy opowieści Andrzeja K. dotyczących lat PRL. Ta opowieść daje dużo do myślenia. Przede wszystkim na temat tego, jak bardzo wiarygodni są "świadkowie historii". 

piątek, 2 stycznia 2026

Dzieje Polski - tom 7. 1673-1763 Upadanie i powstawanie

 


Prof. Andrzej Nowak zabiera nas w siódmy tomie swojej wielkiej historii Polski do trudnego, słabo funkcjonującego w polskiej świadomości narodowej, a zarazem bardzo ciekawego okresu. Zaczyna w czasach Jana III Sobieskiego, a kończy na śmierci Augusta III Sasa. Przechodzimy więc od czasów, gdy Rzeczpospolita jeszcze była zdolna do ratowania naszego regionu przed tureckim potopem, do momentu, gdy była "karczmą zajezdną" dla obcych wojsk przechodzących przez nasze terytorium. To historia upadku, a zarazem powstawania. I wynika z niej, że po prostu mieliśmy straszliwego pecha. August II prezentował się zbyt dobrze podczas elekcji - szczególnie na tle zidiociałego utracjusza Jakuba Sobieskiego. Nikt jednak nie mógł przewidzieć, że wciągnie Polskę w straszliwie wyniszczającą wojnę przeciwko zjebowi Karolowi XII po stronie Piotra I Wielkiego (P*jeba). Ta wojna - wraz z serią pandemii, zmianami klimatycznymi oraz zmianami w gospodarce globalnej (umocnieniem globalnego systemu kolonialnego będącego źródłem bogactwa mocarstw zachodnioeuropejskich) przypięczętowała los Rzeczpospolitej, blokując na dekady jej rozwój i reformy. Prof. Nowak demitologizuje przy tym Sejm Niemy - był on "niemy", bo świeżo po dwóch wojnach domowych nie chciano doprowadzić do rozjątrzenia sporów politycznych, a przyjęta na nim uchwała o 20 tys. wojsku nie była wcale żadnym ograniczeniem polskiej siły - więcej wojska, zniszczony kraj nie był w stanie wystawić. Smutno się czasem czyta o czasach saskich, ale i w nich były też oznaki podnoszenia się z upadku. Dość powiedzieć, że rządy Augusta III były okresem szybkiego wzrostu liczby ludności oraz powstania wielu pięknych budowli w Warszawie. Cóż z tego jednak, skoro nie przekładało się to na siłę państwa? Prof. Nowak barwnie maluje tę epokę, czasem burząc mity. 

Ps. Jest tam parę stron o Jakubie Franku i Sabataju Zwi. Oraz zabawna aluzja do homoseksualizmu króla Prus Fryderyka Wielkiego P*****. 

niedziela, 21 grudnia 2025

Wacław Kostek-Biernacki. Człowiek do zadań specjalnych - recenzja

 


Wydawało mi się, że sporo wiem o postaci czołowego piłsudczyka, wojewody poleskiego, pułkownika Wacława Kostka Biernackiego. Z książki Krzysztofa Drozdowskiego dowiedziałem się o nim jednak sporo ciekawych szczegółów - szczególnie dotyczących jego niezłomnej postawy w komunistycznym więzieniu. Drozdowski nie demonizmuje Kostka-Biernackiego. On stara się pokazać tą złożoną postać w sposób możliwie jak najbardziej obiektywny. Ocenia go jako dobrego i uczciwego urzędnika, fanatycznie oddanego idei oraz Wodzowi i zdolnego zrobić wszystko dla Marszałka. Potwierdza też legendy mówiące o tym, że wojewoda poleski przebierał się za biednego chłopa i przemierzał swoje województwo, by zobaczyć jak żyją zwykli ludzie, usłyszeć na co się skarżą i zbadać jak ich traktuje lokalna administracja. Zrobił też na mnie wrażenie opis tego jak potraktowano Hermana Liebermana w drodze do więzienia w Brześciu. Kostek ulitował się nad zmasakrowanym tyłkiem tego socjalistycznego polityka i pozwolił mu spać na miękkim posłaniu. Nie był więc takim diabłem jak go malowała późniejsza propaganda.

Krzysztof Drozdowski

Wacław Kostek-Biernacki. Człowiek do zadań specjalnych

Skarpa Warszawska

sobota, 13 grudnia 2025

Przez krew i zgliszcza. Odrodzenie polskiego Szczecina +Twierdza zroszona krwią - recenzje

 


Marek Koprowski zabiera nas w podróż do Szczecina z końcówki II wojny światowej i pierwszych lat powojennych. To podróż niebezpieczna - wszak do położonego za Odrą miasta można się było dostać pociągiem przejeżdżającym w ślimaczym tempie po dwóch drewnianych mostach zbudowanych na chwiejących się palach. Jedyny dostępny dla cywilów dworzec znajdował się w szczerym polu, na przedmieściach. By się dostać do centrum miasta, należało przejść przez zgruzowane kwartały ulic, a w pobliżu grasowały bandy maruderów i werwolfowców. Sama przynależność państwowa Szczecina była mocno niepewna. Polska administracja wprowadzała się tam trzykrotnie i miała konkurencję w postaci niemiecko-komunistycznej. Granica długo nie była wytyczona, a port i enklawę policką zajmowali Sowieci. Na szczęście do organizowania życia miejskiego komuniści wyznaczyli apolitycznego, przedwojennego eksperta - burmistrza Piotra Zaremba. Mocno go wspierał pełnomocnik/wojewoda Leonard Borkowicz - choć komunista żydowskiego posiedzenia, to jednak jeden z ulubieńców "antysemity" Berlinga, zwolennik miękkiego kursu wobec polskiego Podziemia, "przyjaciel poetów" i dosyć porządny człowiek. Książka Marka Koprowskiego jest w dużej części laurką dla tych ludzi oraz innych postaci budujących w tamtych trudnych latach polskość Szczecina.



Wydawnictwo Replika wydało też niedawno inną książkę Marka Koprowskiego w podobnej tematyce - "Twierdza zroszona krwią. Polski Głogów w rękach Niemców i Sowietów". To kawał historii lokalnej, sięgającej jeszcze Chrobrego i Krzywoustego. Oczywiście opowiada też o dziejach Głogowa w czasach panowania Habsburgów, Prusaków i III Rzeszy i o sowieckim oblężeniu tego miasta zimą 1945 r. Z dawnego Głogowa po wojennej zawierusze mało co zostało, a książka Koprowskiego pokazuje, jak trudno było polskim osadnikom budować tam życie.