piątek, 16 października 2026

Paweł Machcewicz - Narodowy komunizm po polsku. Partyzanci Moczara - recenzja

 


Autor z pewnością miał zupełnie inne zamiary, ale jego książka pokazała Moczara i jego środowisko w zaskakująco dobrym świetle. Okazuje się bowiem, że przywódca frakcji "Partyzantów" był człowiekiem, który w szarych czasach PRL mocno poszerzył przestrzeń wolności. "Co ty piszesz za bzdury, przecież to był zwierzchnik bezpieki!" - obruszy się pewnie wielu czytelników. I w tym właśnie tkwi paradoks. Polacy mogli w tamtych czasach liczyć na poszerzenie zakresu wolności, jedynie na skutek walk wewnętrznych w partii oraz bezpiece. Machcewicz pokazuje Moczara jako człowieka dalekiego od komunistycznej ortodoksji oraz przytacza dokumenty i wspomnienia wyraźnie pokazujące, że moczarowską propagandę "narodowego" komunizmu wielu aparatczyków traktowało jako "rehabilitację reakcji". Wszak ludzie Moczara zaczęli w dobrym świetle pokazywać AK, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, II RP, a nawet polską tradycję szlachecką. Moczar pozwalał sobie również na antysowieckie sugestie, a przez Moskwę był postrzegany jako zagrożenie. Kreml wyraźnie się obawiał, że stanie się on nowym Ceaucescu lub Tito. Zresztą Moczar, budując swoją partyzancką legendę, wyraźnie wzorował się na jugosłowiańskim marszałku. Mimo braku formalnego wykształcenia, był on człowiekiem bardzo inteligentnym i doskonale wyczuwał emocje społeczne. Do swojego środowiska przyciągnął mnóstwo intelektualistów. Bardzo go cenił choćby Melchior Wańkowicz. Pozytywnie o Moczarze wypowiadali się byli członkowie Komendy Głównej AK i inni zasłużeni patrioci. Nie rozumieli tego jednak dogmatyczni liberałowie z Radia Wolna Europa - cały czas grający na zwycięstwo opcji "puławskiej" i "rewizjonistycznej". Na wizerunku Moczara mocno zaciążył Marzec '68. Jednak wówczas też dobrze się on wczuł w emocje społeczne. Nienawiść do aroganckich partyjnych aparatyczyków , "wiecznych dyrektorów" oraz innych poststalinowskich "intelektualistów" pochodzenia żydowskiego była wówczas bardzo silna - przede wszystkim w partyjnych i esbeckich "dołach", ale też wśród "zwykłych ludzi". Machcewicz w ostatnim rozdziale oczywiście porównuje politykę historyczną moczarowców z polityką rządów z lat 2015-2023 - co jest jednak propagandowym spłyceniem tego problemu. Wszak to Jarosław Kaczyński brał udział w wiecu na UW w marcu 1968 r., a Leszek Balcerowicz zapisywał się do PZPR w czasach moczarowskiego wzmożenia... W książce tej zabrakło również szerszego naświetlenia losów Moczara przed 1956 . - choćby pokazania jego relacji z innymi organizacjami podziemnymi. Ogólnie jednak to świetna publikacja. Jedna z tych opowieści, w których sympatyzujemy z "czarnym charakterem".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz