piątek, 11 kwietnia 2025

Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria - recenzja



Co jakiś czas słyszymy pomysły polityków na to, by przywrócić w Polsce pobór do wojska i upodobnić go do "modelu szwajcarskiego"? Na czym jednak ów model szwajcarski polega? Na tym, że jako armia jest traktowana niemal cała męska populacja kraju będąca w wieku produkcyjnym. Dobrze opisał to amerykański reporter John McPhee w swojej książce "Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria". Towarzyszył on przez kilka dni grupie szwajcarskich rezerwistów biorących udział w manewrach na prowincji. Doświadczenia z tego czasu stały się tłem dla szerszych rozważań na temat "wieczyście neutralnej" Szwajcarii. To kraj, w którym jeszcze trzy dekady temu ludzie odmawiający z przyczyn etycznych służby wojskowej dostawali wpis do kartoteki mówiący, że są oni "psychiczni", co uniemożliwiało im zrobienie jakiejkolwiek kariery. To się z czasem zmieniło - obecnie można odbywać w Szwajcarii również służbę zastępczą. Do dobrego tonu należy jednak wspominanie w swoim cv w jakiej jednostce wojskowej się służyło. Często bywało, że prezesi wielkich banków szczycili się swoimi stopniami oficerskimi. Normą również było to, że szwajcarski finansista pracujący w Nowym Jorku czy Londynie brał trzytygodniowy urlop i wracał do kraju, gdy był wzywany na manewry rezerwistów. Szwajcarski model obrony kraju przewiduje również, że armia może w każdej chwili zarekwirować przedsiębiorcy ciężarówkę. I nikt się z tego powodu nie skarży. 

Książka "Plac Zgody" była pisana jeszcze w końcówce Zimnej Wojny. Są tam więc liczne wzmianki o sowieckim zagrożeniu i rozważania o tym, czy szwajcarska armia jest w stanie obronić Bazyleę przed sowieckimi czołgami. W pewnych aspektach ta książka jest więc dziełem z zupełnie innej epoki. Pod wieloma innymi względami pozostaje ona jednak wciąż aktualna. Szwajcaria jest bowiem krajem o wyjątkowo trwałych instytucjach, które często zadziwiająco wolno się zmieniają. Taką instytucją jest również armia szwajcarska, pokazywana często jako wzór armii obywatelskiej. Pamiętajmy jednak, że owe specyficzne siły zbrojne zostały stworzone przez bardzo wyjątkowe państwo, którego sukcesy trudno skopiować innym krajom

Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria

John McPhee

Wydawnictwo Czarne

piątek, 4 kwietnia 2025

Wojsko Polskie 1939. Organizacja i uzbrojenie

 


Ten album kupiłem niemal "rzutem na taśmę". Zdobyłem jeden z ostatnich egzemplarzy w księgarni IPN. W magazynach już go nie było. Skusiłem się i było warto. Zdobyłem w ten sposób fajną publikację poświęconą armii marszałka Śmigłego. To album zawierający zarówno ciekawe zdjęcia jak i bardzo dużo rysunków. Możemy się z niego dowiedzieć choćby jak troczono ckm na koniach lub jak wyglądała obsługa baterii dział przeciwlotniczych. Dużo tam jest rysunków broni strzeleckiej - nawet karabinków ćwiczebnych. Sporo miejsca poświęcono również artylerii. Autorzy pieczołowicie opisali organizację oraz uzbrojenie różnego rodzaju pododdziałów WP. Często bardzo drobiazgowo. Ich praca ma jednak i pewne mankamenty. Można było dać w niej więcej rysunków nieco starszej broni, która w 1939 r. wciąż była używana. Zamiast powtarzać rysunki "Błyskawicy" czy "Gryfa" można było dać więcej obrazków przedstawiających okręty Flotylli Pińskiej czy Oddziału Wydzielonego "Wisła". Album jest więc niestety niepełny. Ale i tak sprawia frajdę. 

Wielka wojna Izraela - recenzja

 



Książka Michała Bruszewskiego i Pawła Rakowskiego "Wielka wojna Izraela. Prawdziwa Fauda od Gazy do Syrii" jest najprawdopodobniej pierwszą polską publikacją starającą się opisać wojnę, w którą Izrael jest zaangażowany od 7 października 2023 r. Wówczas Hamas dokonał szokującego i spektakularnego ataku, który mocno uderzył w wizerunek Izraela jako wywiadowczej i wojskowej potęgi. Odwet rządu Netanjahu był straszny - prowadził do zrównania z ziemią Strefy Gazy. Ta wojna rozlała się też na Liban, Syrię, Iran, Jemen i Morze Czerwone. Izrael po mistrzowsku wykorzystał okazję do eliminacji dowództwa Hezbollahu a także mocno ośmieszył Iran. Osłabienie Hezbollahu i jego irańskiego patrona bardzo pomogło natomiast syryjskim rebeliantom obalić dyktaturę Assad. Ten konflikt wciąż jednak trwa i ciąży gospodarce Izraela oraz Bliskiego Wschodu. Choć Gaza jest w gruzach, to Hamas wciąż nie wypuścił części zakładników, palestyńscy cywili giną, izraelscy rezerwiści drążą o swoje miejsca pracy, USA bombardują Jemen, a na horyzoncie majaczy możliwy konflikt zbrojny Ameryki z Iranem.

"Wielka wojna Izraela" była książką pisaną na gorąco. Choć więc posłowie jest datowane na listopad 2024 r., to wcześniej zdołano umieścić rozdział opisujący zwycięstwo syryjskich rebeliantów do którego doszło w grudniu 2024 r. Bruszewski i Rakowski opisują te wszystkie wydarzenia w sposób przystępny dla czytelnika. Niekiedy narracja autorów była też dla mnie zbyt przewidywalna - ale mam może "skrzywienie zawodowe". Przyglądam się bowiem tematyce bliskowschodniej od wielu lat. Pominąłem rozdziały tłumaczące czym jest Hamas i skąd się wziął Izrael, ale mam świadomość, że wielu czytelników przeczytało je z prawdziwym zainteresowaniem. Ciekawie było sobie przypomnieć wiele faktów dotyczących izraelskiej armii (niekiedy wskazywanej jako wzór dla Polski i innych krajów zagrożonych przez Rosję) oraz konfliktów z ostatnich lat. Przydałoby się jednak więcej samych opisów walk w Strefie Gazy, Libanie i Syrii. Rozumiem jednak, że wiele szczegółów jest utajnionych, a konflikt wciąż trwa.



"Wielka wojna Izraela. Prawdziwa Fauda od Gazy do Syrii"

Michał Bruszewski, Paweł Rakowski


Wydawnictwo Zona Zero, Warszawa 2025




niedziela, 30 marca 2025

Manifestacje warszawskie 1916-1939

 



Książka fajna pod wieloma względami! Autor opisuje warszawskie demonstracje począwszy - od pochodu 3 maja z 1916 r. po manifestację poparcia dla naszych "aliantów" z 3 września 1939 r. Jest i o przedwojennych pochodach pierwszomajowych (w tym narodowych socjalistów!), jest o pierwszej manifestacji ONR, jest o krwawej pacyfikacji wiecu PPS w Dolince Szwajcarskiej czy o narodowym studneckim marcu 1931 r., jest o haniebnych zamieszkach wymierzonych w prezydenta Narutowicza, jest i opis wielkich manifestacji żydowskich z 1930 r. Są też opisy pogrzebów wielkich pisarzy, Marszałka Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, czy też sprowadzenia do Warszawy relikwii św. Andrzeja Boboli. Perełką jest opis wizyty ministra Ciano w 1939 r., której towarzyszyły manifestacje pod hasłem "Precz z Hitlerem! Niech żyje Mussolini!". Ciekawie jest tam opisane życie polityczne II RP, a zdjęcia pomagają sobie wyobrazić jak wyglądała przedwojenna Warszawa. (Szczególnie ujęła mnie fotografia terenu za wiaduktem koło obecnego Ronda Żaba, zrobiona podczas pogrzebu Dmowskiego.) Ten album ma też inną ważną zaletę - przystępny rozmiar. Nie musicie się martwić, że nie zmieści się wam na półce.

Michał Zarychta

Manifestacja warszawskie 1916-1939 

Wydawnictwo IPN 

niedziela, 23 marca 2025

Nie patrz martwym w oczy - recenzja

 


To niezwykle ciekawa lektura - zapis rozmów z weteranami na Ukrainie. Większość z nich to Polacy (w tym przedstawiciele polskiej diaspory), niektórzy to Ukraińcy mieszkający w Polsce, a jest i jeden Białorusin z Pułku Kalinowskiego. Przeczytamy tam o walkach o Hostomel, Czasiw Jar czy Awdijewkę. Wypowiadają się zarówno żołnierze sił specjalnych, jak i operatorzy dronów, kierowcy BTR-ów czy medycy-wolontariusze. Niektóre opisy mogą szokować - choćby opowieść o tym, jak Ruscy użyli czterech dronów w polowaniu na jednego człowieka lub historia o tym jak polska flaga uratowała życie jednemu z bohaterów tej książki. Czasem też natrafiamy w tej pozycji na ciekawe smaczki. Ot, choćby jeden z etnicznych Polaków walczących w armii ukraińskiej mówi, że żaden Polak nie wypowie nazwy miasta Chmielnicki - będzie nazywał je po staremu: Płoskirów. Warto przeczytać, by wiedzieć jak wygląda wojna za miedzą.

Michał Bruszewski, Maciej Szopa

Nie patrz martwym w oczy. Polacy na wojnie w Ukrainie

Wydawnictwo Bellona


czwartek, 20 marca 2025

W ogniu wojen i rewolucji. Polacy w Chinach 1898-1949

 


Gruba cegła drobiazgowo opisująca kawał historii - mało znanej historii. Opowieść o tym jak Polacy układali sobie życie na dalekich kresach imperium rosyjskiej, do których zaliczano również Mandżurię. Nasi rodacy trafiali tam jako kolejarze, inżynierowie, żołnierze i przedsiębiorcy. W ten sposób w Harbinie powstała spora polska kolonia, której rozkwit przypadał na czasy carskie. Później było coraz gorzej. Kolejne skorumpowane chińskie ekipy, okupacja japońska a później komunizm zniszczyły nie jedną fortunę. Polska diaspora w Chinach stawała się skupiskiem ludzi zdeklasowanych. Jej główne skupisko dotrwało jednak aż 1949 r. Ostatni jej przedstawiciel wyjechał dopiero w 1994 r.

"W ogniu wojen i rewolucji..." to praca pionierska i bardzo szczegółowa. Dużą jej część zajmują rozdziały dotyczące udziału Polaków w wojnie rosyjsko-japońskiej i we wcześniejszym tłumieniu powstania bokserów. Szkoda, że dosyć mało jest tam o życiu codziennym Polaków w Mandżukuo, ale z przytoczonych późniejszych opinii komunistycznych dyplomatów wynika, że nasi rodacy nie włączali się w antyjapoński "ruch oporu". Dyplomaci II RP narzekali natomiast na to, że polska diaspora w Harbinie mocno się mieszała z białymi Rosjanami, którzy urządzali przepełnione nostalgią za imperium uroczystości w Domu Polskim. 

Janusz Wróbel

W ogniu wojen i rewolucji. Polacy w Chinach 1898-1949

Wydawnictwo IPN

czwartek, 13 marca 2025

Doskonałe państwo policyjne - recenzja




Wyobraźcie sobie, że chcecie zatankować paliwo na stacji benzynowej lub zrobić drobne zakupy w osiedlowym sklepie spożywczym. By to zrobić musicie jednak przyłożyć swój dowód osobisty do skanera. Gdy to robicie, system ocenia, że nie jesteście "godni zaufania" i odmawia wam możliwości przeprowadzenia transakcji. Czy to fragment scenariusza z jakiegoś science-fiction? Nie, to codzienność dla mieszkańców chińskiego regionu autonomicznego Sinciang. Miejsce to stało się dla chińskich władz i korporacji gigantycznym poligonem do testowania wszelkiego rodzaju technologii nadzoru cyfrowego. Sięgano tam po rozwiązania o jakich Orwellowi się nie śniło i niestety bardzo często wykorzystywano do tego zachodnią technologię i korzystano z pieniędzy inwestorów zagranicznych.

Książka Geoffreya Caina "Doskonałe państwo policyjne" to przystępnie napisana kronika tego jak Chiny zamieniały Sinciang w wielkie cyfrowe więzienie. Autor opisuje ten proces sięgając m.in. po relacje ludzi, którzy mieli nieszczęście doświadczyć tam represji, a także tych, którzy służyli systemowi nadzoru. Dużo miejsca w jego książce zajmuje historia młodej Ujgurki pochodzącej ze świeckiej, skomunizowanej rodziny. Była ona lojalną obywatelką ChRL i szykowała się do służby w chińskiej dyplomacji. Algorytmy systemu nadzoru uznały ją jednak za osobę podejrzaną, bo przebywała na stypendium w Turcji. Wśród czynników uznanych za obciążające było m.in. to, że miała ona w domu "za dużo książek". Na tej podstawie wysłano ją najpierw na przymusowe szkolenie ideologiczne. Ponieważ na szkoleniu sprzeciwiła się poleceniu, by umyła okna, została uznana za "pyskatą" i wysłana karnie do obozu reedukacji, gdzie już na wstępie poddano ją torturom. Przebywała tam, choć nie wpisano jej w systemie jako osadzonej - co pokazuje w jak absurdalny sposób potrafią działać chińskie mechanizmy represji.

Obecnie kwestia prześladowań Ujgurów jest jednym z punktów zapalnych w relacjach między Chinami a Zachodem. Decydentom z Pekinu bardzo nie podoba się to, że sankcjami objęto część spółek korzystających w Sinciangu z niewolniczej siły roboczej oraz firmy, które współtworzyły tam system masowej inwigilacji. Sankcje te nie były jednak dla tych firm nokautujące. Doświadczenia z budowania w Sinciangu totalitarnego, wszechogarniającego systemu nadzoru elektronicznego mogą natomiast później zostać przeniesione na inne obszary Chin i wyeksportowane w świat. Narzędzia do utrzymywania władzy totalnej sprzedają się dobrze.

Geoffrey Cain

"Doskonałe państwo policyjne. Wyprawa w głąb chińskiej inwigilacyjnej dystopii"

Sine Qua Non